Złote Liceum 2020 - Perspektywy

Pierwszy Międzynarodowy Konkurs Literackiej Twórczości Młodzieży
2020-06-17

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o konkursach poetyckich na skalę międzynarodową, nie myślałam, że kiedykolwiek wezmę w takim udział. Nie piszę długo, ani też nigdy nie wydawało mi się, aby moja twórczość była wybitna. Jednak miałam wokół siebie wielu ludzi, którzy zachęcali mnie abym tworzyła. Przelewałam więc uczucia na papier z nadzieją, że właśnie tym osobom spodoba się to, co tworzę. Moje wiersze i miniaturki, były kierowane do moich przyjaciół ze szkoły oraz z Klubu Literackiego „Pegazik”. Potem stwierdziłam, że spróbuję swoich sił podczas konkursów i udało mi się odnieść sukces. Otrzymałam wyróżnienie Pierwszym Międzynarodowym Konkursie literackiej Twórczości Młodzieży – „Witkacy. Napisane dzisiaj”, z czego ogromnie się cieszę i staram się dalej tworzyć w nadziei na kolejny sukces i doskonalenie tego co już potrafię. Najważniejszym jest, aby nigdy nie przestawać marzyć o tym, co chce się osiągnąć, ponieważ wszystko jest możliwe.

Amelia Pietrzak


 

Odwyk

Tak więc zamknęli mnie. Kiedy następnego dnia jechałem dużą białą furgonetką w białym przebraniu, w biało – białe paski, zastanawiałem się jak będzie. Czy będzie zimno, czy będzie upalnie czy będę się bał. Wiedziałem jednak jedno. Będę się nudził. Zabrali mi kałamarz i pióro. Papieru nie potrzebowałem. Mogłem pisać po wszystkim. W sumie to nawet i kałamarz nie był aż tak potrzebny, ważne było tylko żeby mieć czym pisać. Westchnąłem i chciałem podrapać się po głowie. Taki tik. Zawsze kiedy nie wiem co robić. Jednak uniósłszy rękę, usłyszałem krzyk. Potem ciemność.

Kiedy otworzyłem oczy już jechałem na wózku. Ręce i nogi miałem przypięte, ale nie byłem tym zainteresowany. Otoczenie było zbyt fascynujące. Wszędzie byli ludzie ubrani jak ja. Biało – biali, o białych twarzach i oczach jak moje, skrzących się, a jednak matowych. Nie zwracali na mnie uwagi. Ja natomiast bardzo chciałem ich bliżej poznać. Postanowiłem spytać o nich pana, idącego koło mojego wózka. Kiedy jednak tylko zdążyłem otworzyć usta zostałem uderzony w twarz. No trudno. Niektórzy nie umieją inaczej przekazać komunikatu. Biją wtedy kiedy się złoszczą, biją kiedy się smucą i biją czasem nawet wtedy kiedy się cieszą. Trudno. Zająłem się obserwacją. Po prawej, stał dość młody mężczyzna, wchodzący co chwilę na ścianę, jakby jej nie widział i zapomniał o niej. Dosłyszałem jak mruczy pod nosem: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie co to będzie?”. Obróciłem głowę. Z jednego z pomieszczeń wyjechało łóżko na kółkach, do którego przywiązany był szlochający mężczyzna. Był młody, a jego roztargane włosy, kiedyś ułożone były we francuskim stylu. Teraz jego czoło pokrywały krople potu, a kosmyki lepiły się do niego. Próbował się desperacko wyrwać z uwięzi i krzyczał: „Przecież modlitwa dziecka nic nie pomoże!”. Chyba bardzo wierzył w to mówił. Tych niesamowitych ludzi spotkałem jeszcze kilku. Pewien pan oskarżał wszystkich o bycie ludożercami, inny trzymał w objęciach jakąś panią. „Muzo, muzo”, wołał do niej, a odciągnięty, wyjęczał płaczliwie: „ Chociaż ości i uzo”. Udało mi się też zajrzeć do jednej z sal. W kącie siedziała dziewczyna. Oczy miała szeroko otwarte, kolana podciągnięte pod brodę. W dłoni ściskała różę i tłumaczyła jej z zawzięciem : „Nie zakochuj się jesienią, nie zakochuj się jesienią”. Tuż przy końcu korytarza, do mojego wózka przyczepiła się starsza pani z papierosem i zaczęła zachwycona opowiadać o cebuli. Z nią bym się nie zaprzyjaźnił. Zatruwała atmosferę. Wreszcie mój wózek wjechał do białego pokoju, ostatnimi drzwiami korytarza. Wszystko tutaj było białe. Wieczne. Białe są chmury, biały jest śnieg, białe są ludzkie kości muśnięte wstęgą czasu. Lubię biały. Biały był i lekarz, który wszedł do mojego pokoju. Spojrzał na mnie zasmucony. „A pan tu za co?”, doktor miał smutne oczy, wyglądające spod krzaczastych brwi. Zamyśliłem się na moment. „Dawałem ludziom nadzieję”. Spojrzałem na lekarza z uśmiechem. Całkiem miał teraz inną twarz niż na początku. Była jak wyryta w skale. Jego twarde spojrzenie nie wyrażało już współczucia. Odwrócił się i wyszedł. Zatrzasnął za sobą drzwi i spojrzał przez kratę. „A więc zostaniesz tu na zawsze”. Światło zgasło. Ciemności nie lubię. Ciemności się boję.